Już po 1. odcinku!
"Licencja na wychowanie", czyli współczesna "Wojna domowa"
Będziecie dalej oglądać?
"Licencję na wychowanie" TVP obtrąbiła jako nowoczesny serial familijny. Rzeczywiście widać to m.in. w montażu stylizowanym na reportaż poprzetykany wypowiedziami bohaterów do kamery o wychowaniu. A na ten temat dwie "podglądane" przez reżyserów rodziny mają zupełnie różne poglądy.
U Romy i Ryszarda Barańskich (Jolanta Fraszyńska i Dariusz Wiktorowicz) twardą ręką rządzi pan domu, który bynajmniej nie przypomina "Rysia" z "Klanu". Jest szefem firmy budowlanej i utrzymuje dom. Propaguje surowe, katolickie i wojskowe wychowanie swoich pięciorga pociech. Pani domu Roma jest z kolei zabieganą gospodynią domową, która we wszystkim przytakuje mężowi.
Nie ma w "Licencji..." łatwo rozwiązywalnych problemów i demonstracji wielkiej rodzinnej miłości jak w innych serialach familijnych, są za to wkurzeni rodzice i wkurzające ich dzieciaki. Plusem zaś jest to, że rodzice sami nie są święci i zamiast dawać przykład pociechom, klną na szalonych kierowców na drogach (Weronika Leszczyńska), wykradają w sklepie flamaster z koszyka klientki, która zgarnęła go wcześniej (Roma Barańska), i knują plotkarską intrygę, by przenieść syna do innej klasy (Paweł Leszczyński).
Wszystko to tak przypomina rodzinne grzeszki zwykłych Kowalskich, że aż nasuwa się pytanie: po co oglądać na ekranie coś, co ma się na co dzień we własnym domu?
Serial przyzwoity, lekko się ogląda i szybko się o nim zapomina.
Zobacz także:
IB
SKOMENTUJ
wasze komentarze
Sądzę, że pytanie ' po co oglądać coś, co ma się na codzień ' jest co najmniej głupie. Czytając książki, oglądając filmy czy seriale, nie chodzi nam tylko o pustką i aż nierealną historie kończącą się happyendem, chodzi nam o prawdziwość, o coś, co moglibyśmy równie dobrze przenieś na życie i co miałoby szansę egzystować naprawdę. A w tym serialu, przecież o to chodzi. On pokazuje, frustracje, waśnie, spory zwykłych i szarych Kowalskich i to w tym jest piękne. Daje nam takie przeniesienie, pozwala spojrzeć na siebie z perspektywy serialu., niejako obejrzeć swoje zachowanie i może coś w nim zmienić? Zobaczyć często popełniane, nieświadome błędy i zacząć nad nimi pracować. Uważam więc, że serial całkiem nowoczesny, świeży, w porównaniu z tanimi i banalnymi historyjkami np. stacji TVN i niszowego ' Usta, usta' , które swoją wartością przyprawia o mdłości. :)
Sądzę, że pytanie ' po co oglądać coś, co ma się na codzień ' jest co najmniej głupie. Czytając książki, oglądając filmy czy seriale, nie chodzi nam tylko o pustką i aż nierealną historie kończącą się happyendem, chodzi nam o prawdziwość, o coś, co moglibyśmy równie dobrze przenieś na życie i co miałoby szansę egzystować naprawdę. A w tym serialu, przecież o to chodzi. On pokazuje, frustracje, waśnie, spory zwykłych i szarych Kowalskich i to w tym jest piękne. Daje nam takie przeniesienie, pozwala spojrzeć na siebie z perspektywy serialu., niejako obejrzeć swoje zachowanie i może coś w nim zmienić? Zobaczyć często popełniane, nieświadome błędy i zacząć nad nimi pracować. Uważam więc, że serial całkiem nowoczesny, świeży, w porównaniu z tanimi i banalnymi historyjkami np. stacji TVN i niszowego ' Usta, usta' , które swoją wartością przyprawia o mdłości. :)
Sądzę, że pytanie ' po co oglądać coś, co ma się na codzień ' jest co najmniej głupie. Czytając książki, oglądając filmy czy seriale, nie chodzi nam tylko o pustką i aż nierealną historie kończącą się happyendem, chodzi nam o prawdziwość, o coś, co moglibyśmy równie dobrze przenieś na życie i co miałoby szansę egzystować naprawdę. A w tym serialu, przecież o to chodzi. On pokazuje, frustracje, waśnie, spory zwykłych i szarych Kowalskich i to w tym jest piękne. Daje nam takie przeniesienie, pozwala spojrzeć na siebie z perspektywy serialu., niejako obejrzeć swoje zachowanie i może coś w nim zmienić? Zobaczyć często popełniane, nieświadome błędy i zacząć nad nimi pracować. Uważam więc, że serial całkiem nowoczesny, świeży, w porównaniu z tanimi i banalnymi historyjkami np. stacji TVN i niszowego ' Usta, usta' , które swoją wartością przyprawia o mdłości. :)
Sądzę, że pytanie ' po co oglądać coś, co ma się na codzień ' jest co najmniej głupie. Czytając książki, oglądając filmy czy seriale, nie chodzi nam tylko o pustką i aż nierealną historie kończącą się happyendem, chodzi nam o prawdziwość, o coś, co moglibyśmy równie dobrze przenieś na życie i co miałoby szansę egzystować naprawdę. A w tym serialu, przecież o to chodzi. On pokazuje, frustracje, waśnie, spory zwykłych i szarych Kowalskich i to w tym jest piękne. Daje nam takie przeniesienie, pozwala spojrzeć na siebie z perspektywy serialu., niejako obejrzeć swoje zachowanie i może coś w nim zmienić? Zobaczyć często popełniane, nieświadome błędy i zacząć nad nimi pracować. Uważam więc, że serial całkiem nowoczesny, świeży, w porównaniu z tanimi i banalnymi historyjkami np. stacji TVN i niszowego ' Usta, usta' , które swoją wartością przyprawia o mdłości. :)
Serial z pomysłem,świetną grą obu "rodzin",a jak słyszę w zajawce "obiad"-Fraszyńskiej,śmieje się sama do siebie.Proszę o ciąg dalszy!



























DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOK
Gość
Gość
Gość
KOMENTARZ DNIA
Zobacz wszystkie pary 1. odcinka "TzG 12"
Tak wyglądali panowie w odcinku otwierającym dwunastą edycję show.